CHN kobieta za kazalnicą

 

Strona główna

 

Kobieta za kazalnicą

Czy kobiety mogą głosić kazania? Rozmowa z Tomaszem Józefowiczem, wykładowcą z Warszawskiego Seminarium Teologicznego.

 

 

CHN: Czy kobieta może głosić w zborze kazania?

– Jeśli Bóg ją do tego powołuje, to nie tylko może, ale i powinna. Skoro Bóg stworzył kobietę i mężczyznę jako równe osoby, zbawił ich jako równych sobie i zesłał Ducha Świętego tak samo na kobiety, jak i na mężczyzn, obdarowując ich równo charyzmatami, czyli darami łaski – to dlaczego miałby czynić różnice w sprawie głoszenia Słowa?

Są równi w tej dziedzinie?

– Jeśli uważnie spojrzymy na Biblię, to zobaczymy, że po zmartwychwstaniu Jezusa kobiety, które jako pierwsze Go spotkały, poszły do uczniów i ogłosiły im, że Jezus żyje. To pierwsze, krótkie, ale podstawowe dla chrześcijaństwa nauczanie o zmartwychwstaniu, zostało wygłoszone przez kobiety.

A może kobieta i mężczyzna, równi w stworzeniu, zbawieniu, obdarowaniu Duchem Świętym, powołani są jednak do różnych ról?

– Tak, w niektórych dziedzinach tak jest. Na przykład w rodzinie. Kobieta została powołana do roli matki, mężczyzna do roli ojca. Ale nie widać wyraźnie w Biblii takiego rozróżnienia w dziedzinie służenia wspólnocie Kościoła różnymi darami. Kobiety modlą się na językach, tak jak mężczyźni. Prorokują w podobny sposób. I głoszą.

W wielu zborach kobiety od dawna dzielą się świadectwami, przemawiają na konferencjach, ale nie głoszą kazań.

Bo nikt nie chce tego, co głoszą, nazwać kazaniem.

Faktycznie. W ubiegłym roku słuchałem na konferencji młodzieżowej Słowa, głoszonego przez jedną z liderek. Pomyślałem sobie: Ale świetne kazanie.

No właśnie. W naszym Kościele pastor czy kaznodzieja, nie wykonuje w czasie nabożeństwa niczego jako „drugi Chrystus” czy „w osobie Chrystusa”. Tak się dzieje w Kościele katolickim. Nic więc dziwnego, że Kościół ten sprzeciwia się dostępowi kobiet do służby kapłańskiej. Chrystus był mężczyzną – głoszą katolicy – jeśli więc kapłan działa „w osobie Chrystusa”, jako „drugi Chrystus”, też powinien być mężczyzną. Dotyczy to zresztą nie tylko wygłaszania kazań. Ale w Kościołach protestanckich wszyscy – kobiety i mężczyźni – jesteśmy kapłanami. W równy sposób. Czy można zabronić w takim razie kobiecie głoszenia kazań, skoro we wszystkim – w stworzeniu, w zbawieniu, w obdarowaniu Duchem i w kapłaństwie – jest równa mężczyźnie?

Są jednak fragmenty w Biblii, które wydają się sprzeciwiać zabieraniu głosu przez kobiety w zgromadzeniu.

Musimy pamiętać, że Biblia powstawała w konkretnych warunkach kulturowych, gdzie różnie traktowano mężczyzn i kobiety, pomimo że Bóg stworzył ich równymi. Trzeba jednak zauważyć, że wśród uczniów Jezusa, ku zdziwieniu wielu osób drobiazgowo przestrzegających nakazów kulturowych, były też kobiety. Jezus z nimi rozmawiał, dyskutował. One towarzyszyły mu wiernie i odważnie. Nie bały się stanąć pod krzyżem, pomogły go pochować, trzeciego dnia pierwsze poszły do grobu. A później na kartach Dziejów Apostolskich też się przewijają, nie tak widoczne jak mężczyźni, ale równie odważne. Podczas prześladowań są wtrącane do więzień. Pomagają w organizowaniu pierwszych zborów. List do Rzymian wspomina Febę, diakonisę zboru w Kenchrach. Paweł daje świadectwo, że Feba bardzo go wspierała w jego działalności, podobnie jak Pryscylla (Pryska), żona Akwili, która ramię w ramię ze swoim mężem działała i nauczała, nawet z narażeniem życia. Dzieje Apostolskie opisują, jak małżonkowie wykładali drogę Bożą Apollosowi.

Ale na czele zborów kobiet nie widać.

To byłby kulturowy szok. Krok trudny do zaakceptowania w ówczesnej kulturze. Bóg tak nie działa. Jego działanie jest włączone zawsze w konkretną kulturę. Choć trzeba pamiętać, że Izrael miał w swojej historii niewiasty, które wcielały się w rolę przywódców, ratowały rodaków (Estera), podpowiadały rozwiązania (Debora). A i sama obecność kobiet w bliskim otoczeniu Jezusa była zapowiedzią przekroczenia kulturowych ograniczeń. Dzisiaj kobiety głoszą Słowo na spotkaniach grup domowych, a grupy te są przecież zgromadzeniami. Nauczają na konferencjach dla kobiet, młodzieży, rodzin, a konferencje te także są zgromadzeniami w pełnym tego słowa znaczeniu. W moim przekonaniu zakaz głoszenia kazań przez kobiety podczas niedzielnego zgromadzenia nie znajduje uzasadnienia ani kulturowego, ani biblijnego.

No ale są w listach Pawła miejsca, które taki zakaz formułują.

– Hmm. A dokładnie jaki zakaz i czego on konkretnie dotyczy? Trzeba to uważnie przeczytać. Zacznijmy od I Listu do Koryntian. W czternastym rozdziale znajdujemy słowa o porządku w czasie zgromadzeń. Paweł przede wszystkim odnosi się do mówienia językami, a zwłaszcza tłumaczenia języków i prorokowania. W tym konkretnym kontekście pada wobec kobiet nakaz milczenia w zgromadzeniu i sławne zdanie: „bo nie przystoi kobiecie w zborze mówić”. Ale trzeba pamiętać, że w tym samym liście, kilka rozdziałów wcześniej, jest mowa o kobietach, które prorokują. Żaden zakaz odzywania się tam nie pada. O co więc może chodzić? Wydaje się, że Paweł ma na myśli raczej przeszkadzanie innym w trakcie ich publicznych wypowiedzi. Jest prawdopodobne, że w wielokulturowym i wielojęzycznym zborze w Koryncie kobiety, nie znając dobrze używanego podczas nabożeństw języka, dopytywały się, głośno komentowały między sobą wygłaszane proroctwa. Paweł chce to uporządkować. Jego słowa należałoby odczytać jako: „Milczcie i nie przeszkadzajcie w prorokowaniu i tłumaczeniu języków”. Nie pada ani jedno zdanie dotyczące zakazu nauczania czy też głoszenia Słowa. Paweł zaleca, aby kobiety dopytały się mężczyzn w domu, a nie robiły tego w czasie zgromadzenia między sobą. Zresztą nie można tego fragmentu oddzielić od innych, gdzie kobiety prorokują i tym samym nie milczą w czasie zgromadzeń, oraz od fragmentów Pisma, gdzie zgromadzeni modlą się językami bez ich tłumaczenia. Gdyby chcieć literalnie zastosować ten urywek listu Pawła, bez uwzględnienia innych ksiąg, należałoby także zakazać modlitwy na językach bez jej tłumaczenia. Byłoby to sprzeczne z podstawową zasadą wyjaśniania Biblii, według której fragmenty Pisma odnosi się do całości nauczania zawartego w pozostałych księgach.

Zakaz głoszenia Słowa zatem nie pada?

Nie można na podstawie tego fragmentu zabronić kobietom nauczania podczas zgromadzeń, bo nie o tym ten urywek Pisma mówi. Gdyby jednak ktoś uparcie twierdził inaczej, to od zaraz należałoby wprowadzić nakaz całkowitego milczenia kobiet. Zero konferencji, zero świadectw. Zero katechez. Milczeć i już. Taka absurdalna konsekwencja wynikałaby ze złego odczytania tego fragmentu Biblii. Przypomnę tylko, że warto ten fragment zestawić ze wszystkimi pozdrowieniami dla współpracownic Pawła. Jedną z nich była Junia – jak pisze Paweł – wyróżniająca się wśród apostołów. To sformułowanie z Listu do Rzymian tak bardzo drażniło mężczyzn w czasach nowożytnych, że próbowali wbrew innym świadectwom wczesnochrześcijańskim dowieść, że chodzi nie o Junię, kobietę, lecz o Juniasa, mężczyznę. Dzisiaj bibliści są zgodni, że pozdrawiając osobę o imieniu Junia, Paweł musiał mieć na myśli kobietę.

I List do Tymoteusza i sformułowany w drugim jego rozdziale zakaz nauczania?

Jaka jest sytuacja w zborze efeskim, gdzie przebywa Tymoteusz? Działają tam fałszywi nauczyciele. Ich naukę dość łatwo przyjmują kobiety, zwłaszcza młode wdowy. Paweł zaleca, aby wychodziły ponownie za mąż, rodziły dzieci, cieszyły się życiem rodzinnym. Słowem, aby miały zajęcie i nie dały się zwieść pokusom. W drugim rozdziale Paweł pisze: „Nie pozwalam zaś kobiecie nauczać ani wynosić się nad męża”. Tłumacze spierają się o użyte tam greckie słowo didaskein. Czy jest to nauczanie doktryny? Czy raczej pouczanie, instruowanie, w znaczeniu „wiem lepiej i powiem ci, co masz robić”? Niezależnie od wyniku tego sporu, kontekst jest taki, że faktycznie w tym zborze należało przede wszystkim zablokować fałszywe nauczanie. I skoro za szatanem poszły niektóre kobiety, trzeba było im odebrać możliwość nauczania. Jednocześnie należy zauważyć, że Paweł zachęca zwiedzione kobiety, by się uczyły od mężczyzn, którzy pierwotnie byli w Efezie odbiorcami nauczania Pawła. Wszystko po to, aby zachować ciągłość wiary. Jeśli spróbujemy wyrwać ten fragment z właściwego mu kontekstu i uczynić z niego powszechny zakaz, to znów dojdziemy do absurdu. Wówczas uczniowie Jezusa nie powinni byli pozwolić, aby kobiety przyniosły im wieść o zmartwychwstaniu, a już w ogóle, aby pouczały ich, że mają iść do Galilei na spotkanie ze Zmartwychwstałym. Akwila powinien był powściągać swoją żonę i zabronić jej nauczania Apollosa. Ten ostatni powinien był powiedzieć Pryscylli, aby go nie pouczała, jaka jest droga Pańska, i słuchała jedynie Akwili. O Junii, jako wyróżniającej się pośród apostołów, Paweł nie powinien był zaś w ogóle wspominać. Odczytując literalnie I List do Tymoteusza, należałoby natychmiast zaprowadzić w zborach spis wdów po sześćdziesiątce, zakazać kobietom zaplatania włosów oraz noszenia złota i pereł.

Czyli koniec z warkoczami, kokami, pierścionkami, kolczykami i naszyjnikami.

Tak. Literalnie rzecz biorąc. Co gorsza, należałoby zlikwidować duszpasterstwa młodzieżowe i akademickie prowadzone przez kobiety. Przecież one nauczają tam wielu młodych, nierzadko ochrzczonych już mężczyzn. Pouczają ich. Wykładają im doktrynę.

No dobrze. Może i większość dostrzega już potrzebę głoszenia kazań przez kobiety. Faktycznie, ich konferencje są niekiedy fantastyczne. Kobiecy punkt widzenia może wszystkich wzbogacić. Wiele osób obawia się jednak, że za pozwoleniem na głoszenie kazań przez kobiety pójdzie zgoda na to, aby zostawały pastorami.

A jeśli to Bóg je do tego powołuje? Czy chcemy przeszkadzać Bogu?

 

Co na ten temat sądzisz? Czekamy na Twój list@ubodzywduchu.pl

 

Strona główna